Magia argumentów

Zadziwiające, jak różnie może działać na nas dany argument. Zależy to chyba od podejścia do tematu i obecnego samopoczucia. Jednego dnia możemy uważać coś za zadanie ponad nasze siły, podczas gdy innego czujemy się silni i gotowi stawić temu czoła. Może i chodzi o dojrzewanie do pewnych decyzji, ale osobiście nie nazwałabym tego tak. Dla mnie nie chodzi właśnie o dojrzałość, choć ona też jest ważna, ba, niezbędna w ogóle, żeby zacząć coś rozważać (bez niej nie ma nawet mowy o czymkolwiek, nawet sensu zastanawiania się nad sytuacją), ale najbardziej znacząca wydaje się właśnie gotowość tu i teraz, poczucie słuszności podejmowanej decyzji lub odwagi zmierzenia się ze skutkami. Nieważne jakimi. To nie jest miłe, ale u mnie bardzo często brakuje tego poczucia, że mimo różnych scenariuszy, można jakoś iść dalej.

Czytaj dalej Magia argumentów

Też się mogę obrazić

Od zawsze miałam problem z tym, że bałam się kogokolwiek obrazić. Tak bez intencji, zwyczajnie. Każdemu się to czasami zdarza, zwłaszcza, że są różne wrażliwości. Na przykład ja biorę wszystko do siebie i wiem, że zdarza mi się doszukiwać „drugiego dna” w czyichś słowach. Z natury nie jestem osobą złośliwą, raczej zdolną do kompromisów. Nie chowam w sobie urazy, w sytuacji konfliktu z twardym zawodnikiem to zawsze ja pierwsza pękam. Takie kwasy to nie dla mnie. Spędzają mi sen z powiek, wzbudzają wewnętrzny niepokój.

Czytaj dalej Też się mogę obrazić

Jak cudownie mieć psa!

Większość z nas posiada jakieś zwierzątko, czy jest to kot czy pies, a może chomik lub papuga. Ja na przykład mam psa – według wielu ludzi postrzeganego jako najlepszego przyjaciela człowieka. I tu się zgodzę. Jest to najukochańsze stworzenie z jakim kiedykolwiek miałam do czynienia. Już czwarty rok zwierzam się mojej suni ze wszystkich moich sekretów i problemów – naturalnie zawsze otrzymuję wsparcie 😉 Jednak czy to tylko dlatego obdarzyliśmy go mianem najlepszego przyjaciela człowieka?

Czytaj dalej Jak cudownie mieć psa!

Pogarda

We wsi Zasmuść grasowała Pogarda. Nie wiadomo czy kiedyś była młoda i piękna, nikt nie wyrażał swoich opinii i nikt nie śmiałby się z niej śmiać. Była tutaj, straszyła i zabierała kogo było trzeba, wtedy, kiedy widocznie było tego trzeba.

Czytaj dalej Pogarda

Wołodyjowski i Ordon

Czy interesujesz się historią? Słyszałeś pewnie o powstaniu listopadowym. Ważną rolę odegrał w nim Juliusz Konstanty Ordon, broniąc reduty numer 54. Czy mu się to udało, czy nie, możecie wydedukować z poniższego tekstu lub przeczytać coś więcej w książkach historycznych.
Tytuł dzisiejszego wpisu nosi: Wołodyjowski i Ordon. Zatem – czy znacie książkę „Pan Wołodyjowski”, napisaną przez H. Sienkiewicza? O głównym jego bohaterze trochę sobie powiemy. Juliusz Ordon i Michał Wołodyjowski żyli w zupełnie innych czasach, natomiast cenili te same wartości i odegrali ważną rolę w życiu każdego z nas. Może właśnie, dzięki nim możemy mówić po polsku, żyć w Polsce.

Co by było gdyby te dwie postacie spotkały się w zaświatach?

– To ona… szabla, którą ojczyzny broniłem! Poświęciłem życie moje. Opuściłem ukochaną Basię. Dom i bliskich memu sercu zostawiłem. Wykonywałem rozkazy. Nawet jeśli o słuszności sprawy myślałbym inaczej… Mowy nie ma! Ojczyzna – ważna sprawa. Dla niej zrobiłbym wszystko! Słyszę kroki. Któż to?
U progu drzwi staje smukła, wysoka postać mężczyzny. Chodź bliska lat osiemdziesięciu – postawna i silna. Ubrana w zniszczony, niebieski mundur, poplamiony zakrzepłą krwią, z wyrwanymi guzikami. Miała na głowie pomiętą czapkę, przesuniętą na lewą stronę. Odchrząka:
– Jam, jest Juliusz Konstanty Ordon. Pańska godność Michał Wołodyjowski, nieprawdaż?
– Zgadza się. Juliusz Konstanty Ordon… Znane mi.
Na te słowa promień księżyca rozświetlił twarz powstańca. Wołodyjowski dostrzegł na niej smutek i zamyślenie.
– Czyżby to Pan zasłynął bohaterską śmiercią, broniąc Reduty, podczas obrony Warszawy? – zapytałem.
– Powstanie listopadowe… – Starzec westchnął głęboko. – Pamiętam, jakby to było wczoraj, lecz mojej śmierci na polu bitwy zaprzeczyć muszę.
Odłożyłem szablę, którą przez cały ten czas w ręku trzymałem. Była długa, piękna i giętka. Jej głownia nie raz błysnęła w słońcu przed zlęknionym okiem przeciwnika. Podszedłem do półki z książkami przeczytanymi tysiące razy. Wyjąłem jedną z nich i podałem przybyłemu.
– Rozdział 55. – powiedziałem.
Spojrzał najpierw na mnie, później na książkę. Usiadłem, z uwagą zapatrzyłem się w twarz nieznajomego. Po chwili przeczytał:
– „Poświęciłem go ostatniemu wodzowi polskiemu, który o sprawie naszej nie rozpaczał i do końca chciał walczyć”. Ach, tak… Mickiewicz. Rozmawiałem z nim o tym. Sprostowałem, lecz po fakcie. Pisał co wiedział. Nie zginąłem – powtarzam. W takim razie… Nie zginąłem. Po latach odebrałem sobie życie… Pokaż mi proszę broń białą. Czy nią walczyłeś?
Kiwnąłem głową twierdząco i podałem szablę w jego ręce. Obejrzał zafascynowany jej niezwykłą rękojeścią, wysadzaną szlachetnymi kamieniami. Zamierzył się nią jak do fechtunku i odparł:
– Ja kraju broniłem inaczej. Dowodziłem armatami.
– Nie ważne jaką bronią. Ważne, że obaj o honor i wolność walczyliśmy.

J. M. K.

Postanowienia noworoczne

Czym właściwie jest postanowienie? To podjęta decyzja w jakiejś sprawie, a także cel do zrealizowania w najbliższym czasie. Typowe przykłady postanowień, które najczęściej sobie zapisujemy:

  • Do końca maja schudnę 10 kg.
  • Będę biegać 3 razy w tygodniu.
  • Nigdy więcej nie napiję się alkoholu.
  • Będę milsza.

Okej. Wyjaśnijmy sobie jeszcze termin: postanowienie noworoczne. To zwykłe postanowienie, które robimy z reguły pod koniec starego albo na początku nowego roku. Często czekamy na nowy początek czegoś, żeby zrobić coś nowego lub zmienić stare przyzwyczajenia. Marnujemy czas w oczekiwaniu na jakiś przełom, żeby podjąć nowe wyzwania, zmienić coś w życiu.
Mija kolejny rok i nic. Nasze postanowienia zostają tylko zapisane na kartce. Nic się nie zmieniło.
31 grudnia kolejnego roku postanowień siadasz przy stole z pustą kartką i piszesz, a właściwie korygujesz, postanowienia z poprzedniego roku, nie odhaczając niczego, co zostało zrobione:

  • Schudnę 15 kg. 10 kg
  • Będę biegać 3 razy raz w tygodniu.
  • Nigdy więcej nie napiję się alkoholu. Mniej
  • Będę milsza dla męża.

Minął kolejny, co? Udało się? Taaa… Jeśli byłaś zdeterminowana, to udało ci się spełnić maksymalnie jeden punkt z listy. Pewnie do marca :). Potem wszystko wróciło do „normy”. Ale spokojnie. Przed nami wiele lat! Możemy jeszcze poczekać.

To co, piszemy? No, pewnie. Rok 2017:

  • Schudnę 15 kg. 10 kg 5 kg.
  • Będę biegać 3 razy w tygodniu. raz w miesiącu.
  • Nigdy więcej nie napiję się alkoholu. Mniej po 18:00.
  • Będę milsza dla męża i dzieci.

Gramy dalej?
Nie. Koniec.
Wystarczy. Stop!
Po co to wszystko? Po co czekać na nic, żeby zrobić nic? Ja się pytam.
A teraz mam do CIEBIE prośbę. NIE LEŃ SIĘ! RUSZ SIĘ I DZIAŁAJ.